Łącząc kropki: dokąd mogą zaprowadzić ciężka praca i marzenia

Cześć, mam na imię Max. I mam szczęście.
Zaledwie kilka miesięcy temu wróciłem z AngularConnect, gdzie wygłosiłem swoją ostatnią w tym roku prelekcję. To największa konferencja o Angularze w Europie, ponad 1000 uczestników. W tym roku wystąpiłem też na NgConf, największej konferencji o Angularze na świecie, oraz na kilku mniejszych. Wcześniej nigdy nie występowałem na konferencji.
Publikacja Angular In Depth, którą założyłem niecałe 2 lata temu, stała się największym miejscem lektury w sieci dla programistów Angulara. W tym roku udało nam się urosnąć o 300% i przekroczyć próg 700 tys. wyświetleń miesięcznie. Grupa wspaniałych ludzi pomaga mi ją budować i wkrótce dobijemy do miliona wyświetleń miesięcznie. Wcześniej nigdy nie napisałem artykułu.
Szybki wzrost Angular In Depth bardzo pomógł mi zdobyć świetną pracę jako Developer Advocate w ag-Grid. Po raz pierwszy w życiu mam pracę, w której cieszy mnie każdy aspekt. Pozwala mi rozwijać się zawodowo jednocześnie w web developmencie i w marketingu. Dostaję czas na pracę nad moją publikacją, co przynosi korzyść i mnie, i ag-Grid. A na dodatek ta praca bardzo dobrze płaci.
Poprzez wystąpienia publiczne, StackOverflow i działalność Angular In Depth wpłynąłem na ponad 5 milionów ludzi na całym świecie. To wszystko pomogło mi zdobyć uznanie zarówno Google, jak i Microsoftu. Zostałem Google Developer Expert i Microsoft Most Valuable Professional, co połączyło mnie z ekspertami technologicznymi z całego świata.
Ale zabawne jest to, że niecałe 2 lata temu byłem gotów rzucić branżę IT w poszukiwaniu swojej prawdziwej pasji. A programowałem wtedy dopiero od 3 lat. Nie wiedziałem nawet, że rola Developer Advocate istnieje. W Ukrainie nie ma takich stanowisk. Nigdy też nie przyszło mi do głowy, że kiedyś wystąpię na konferencji, będę prowadził bardzo popularny blog i będę dla ludzi inspiracją. Do licha, nie używałem wtedy nawet Twittera ani żadnej innej sieci społecznościowej.
Zawsze miałem wizję tego, jakie chcę mieć życie. Wciąż tam nie dotarłem, ale się zbliżam. Co zaskakujące, nigdy nie sądziłem, że to branża IT mnie tam doprowadzi. Jestem wielkim fanem przemówień motywacyjnych, trzymają mnie w ruchu przez ciemne noce duszy. Les Brown, którego podziwiam, powiedział kiedyś: „Nie martw się, JAK spełnisz swoje marzenia. JAK to nie twoja sprawa”. Życie jest tajemnicą. Gdy się rozwija, pojawiają się nowe możliwości. To historia o chwytaniu okazji, gdy się objawiają. Historia o wyznaczaniu celów prowadzących do marzenia i o ich osiąganiu. I o tym, czego to wymaga.
W skrócie
Mój kraj, Ukraina, słynie z tego, że jest w stanie nieustannego kryzysu gospodarczego. Przez to, mimo naprawdę ciężkiej pracy, nigdy nie mogłem zapewnić sobie wygodnego życia. Ale traf chciał, że to właśnie ostatni kryzys sprawił, że zostałem w branży jeszcze na jakiś czas, żeby poprawić swoje życie.
Kiedy tak dryfowałem, pojawiła się nowa technologia o nazwie Angular. Było to kompletne przepisanie frameworka AngularJS. Sądząc po popularności poprzednika, ta technologia miała ogromny potencjał i otwierała wspaniałe możliwości. Wiedziałem, że skoro to nowość, każdy, kto zechce wypełnić lukę w wiedzy, zdobędzie przewagę pierwszego gracza.
Takie okazje są wokół nas przez cały czas, ale rzadko je rozpoznajemy. Postanowiłem skupić się na dogłębnym wglądzie w wewnętrzne mechanizmy frameworka. Ta decyzja jest zgodna z moją ciekawską naturą, ale okazała się też realną przewagą konkurencyjną. Nikt tego nie robił, więc informacje, które produkowałem, były unikalne.
Gdy już wziąłem to zadanie na cel, nie robiłem prawie nic innego. Pracowałem 6–8 godzin na etacie, a potem pozostałe godziny siedziałem przed komputerem, próbując rozgryźć, jak działa framework. Większość weekendów mijała tak samo. W miarę jak zdobywałem unikalną wiedzę, coraz więcej udzielałem się na StackOverflow. Nauka Angulara i odpowiadanie na pytania stały się zajęciem, które pochłaniało większość mojego wolnego czasu. Resztę dzieliłem między pracę, jedzenie, sen i moją drugą połowę.
Postawiłem sobie cel: 10 tys. reputacji.
Więc pobiegłem na koniec drogi. A kiedy tam dotarłem, pomyślałem, że może pobiegnę na koniec miasta. A kiedy tam dotarłem, pomyślałem, że może po prostu przebiegnę przez hrabstwo Greenbow. I uznałem, że skoro zabiegłem tak daleko, to może przebiegnę przez cały wielki stan Alabama. I tak zrobiłem. — Forrest Gump
Dojście do tego celu zajęło mi około roku. Kiedy tam dotarłem, pomyślałem, że może pójdę po 25 tys. Tym razem zajęło to jakieś 6 miesięcy. Przez 18 miesięcy udzieliłem ponad 700 odpowiedzi. A potem uznałem, że skoro poświęciłem tyle czasu i tyle się nauczyłem, to czemu by nie wykorzystać tej wiedzy i nie zacząć blogować.
I tak zrobiłem. Zacząłem blogować. Starałem się publikować nowy artykuł o wnętrzu Angulara co tydzień. Nadal dzieliłem czas między etat a pisanie. Zaczynałem od 100 wyświetleń miesięcznie. Trzymając ten harmonogram przez 18 miesięcy, napisałem 50 artykułów i dobiłem do blisko 300 tys. wyświetleń miesięcznie.
Gdzieś w połowie tej drogi zrozumiałem, że chcę zbudować największą publikację o Angularze. To stało się moim nowym celem. Sam nie dałbym rady, potrzebowałem pomocy. Zacząłem więc aktywnie szukać nowych autorów i prosić ich o publikowanie tekstów w Angular In Depth. Pomagałem im z recenzją i dawałem dostęp do bazy obserwujących Angular In Depth. To była moja unikalna propozycja wartości. Co zaskakujące, wielu aktywnych autorów wybierało publikację w Angular In Depth, bo wierzyli w misję publikacji i chcieli być jej częścią.
Część pomysłów na artykuły brała się z konferencji o Angularze, które oglądałem na YouTube. W miarę jak coraz więcej ludzi czytało moje artykuły, moja reputacja rosła. I uznałem, że skoro zaszedłem tak daleko, to może po prostu zgłoszę się na największe konferencje świata. Doświadczenie prelegenckie było jedyną rzeczą brakującą w moim zgłoszeniu na Google Developer Expert. Więc tak zrobiłem. I zostałem wybrany.
Jak ja i Justine Musk patrzymy na ciężką pracę
Wygląda na to, że dziś praktyka skrajnej etyki pracy i osobistych poświęceń na rzecz rozwoju zawodowego jest w branży IT potępiana. Z mojego doświadczenia ten pogląd jest szczególnie silny wśród pracowników wielkich firm technologicznych, gdzie promuje się równowagę między pracą a życiem. Z drugiej strony w sporcie i w branży startupowej ciężka praca i przekraczanie własnych granic są celebrowane, a nawet uważane za jedyną opcję. Być może obie strony mają rację.
Całe życie pracowałem wyjątkowo ciężko. To zdecydowanie odbiło się na mnie. Kilka razy się wypaliłem. Mam przewlekłe codzienne bóle głowy i długotrwałe zmęczenie. Ale szczerze, kiedy patrzę wstecz na swoje życie i myślę o wszystkim, przez co przeszedłem, żeby tu dotrzeć, niczego nie żałuję. Zawsze żyłem tak, jak sam uważałem za słuszne, a nie tak, jak uważali inni. Mocno wierzę, że taki sposób myślenia się opłacił.
Nie znaczy to, że nie złoszczę się na okoliczności, które wymusiły na mnie tak ciężką pracę. Ani że nie myślę o tym, żeby to wszystko rzucić i po prostu cieszyć się życiem. W takich chwilach często zastanawiam się, czy pracowałbym tak ciężko, gdyby warunki były inne. Na przykład gdybym trafił do branży IT wcześniej. Powiedzmy w wieku 18, a nie 27 lat. Albo gdyby branża technologiczna kwitła w moim kraju tak jak w USA i innych krajach hi-tech. Albo gdybym zdobył najwyższej klasy wykształcenie i skończył czołowy uniwersytet. Albo gdybym miał kogoś, kto utrzymywałby mnie, gdy się uczyłem i zdobywałem umiejętności potrzebne do realizacji pasji. Albo gdybym urodził się w zamożnej rodzinie i nie musiał pracować od młodych lat. Może już bym spełnił wszystkie swoje marzenia. Może dotarłbym tam, pracując o połowę mniej. A może w ogóle nie miałbym tych marzeń ani ambicji, żeby je spełnić.
Miałeś szczęście mieć takie sprzyjające warunki w życiu? To świetnie. Może nie musisz pracować tak ciężko. Dla reszty z nas, z gorszym startem, ciężka praca jest jedyną opcją. Większość z nas nie może po prostu rzucić pracy i zająć się swoją pasją. Musimy płacić czynsz. Musimy kupować jedzenie. Musimy kupować ubrania. Przez większość czasu musimy być zatrudnieni. Jednak żeby zmienić pracę, potrzebujemy wymaganych umiejętności albo projektów pobocznych pokazujących kompetencje. Rozwijanie tych umiejętności wymaga czasu. Często dużo. A robi się to po pracy albo w weekendy. A nie daj Boże masz ambitne cele w rodzaju zmiany świata — wtedy taki grafik staje się twoim stanem permanentnym:
Żyjemy w kulturze, która celebruje determinację i ciężką pracę, ale zrozum: to cechy, które utrzymują cię w grze po tym, jak prawie wszyscy inni odpadli, albo dopóki ktoś większy i silniejszy cię nie podniesie i nie ciśnie z powrotem do morza. Determinacja i ciężka praca są konieczne, owszem, ale to wymagania minimalne. Czyli: absolutne minimum. — Justine Musk o osiąganiu nadzwyczajnego sukcesu
Nie da się pracować tyle godzin i wciąż znajdować czas na pełne życie. Nie będziesz mieć czasu na rozrywkę: obejrzenie filmu, imprezowanie czy spotkania ze znajomymi. To rzeczy, które trzeba poświęcić. I możesz to zrobić. Ale staraj się minimalizować skutki dla zdrowia: ćwicz codziennie, jedz zdrowo i śpij co najmniej 7 godzin na dobę. Ostatecznie zdrowie i tak ucierpi — przy takiej intensywności to nieuniknione — ale im mniejsze szkody, tym łatwiej będzie się potem podnieść. I masz wielkie szczęście, jeśli jesteś w związku, w którym druga osoba cię wspiera i podziela twoją wizję przyszłości. Zawsze znajduj czas, żeby być razem.
Niezależnie od twoich okoliczności, nigdy nie jest za późno, by zacząć nad czymś pracować. Doskonalić siebie, uczyć się nowych umiejętności, budować startup, zmieniać świat. Za dziesięć lat będziesz żałować, że nie zacząłeś dzisiaj. Szczególnie lubię to chińskie przysłowie: „Najlepszy moment na zasadzenie drzewa był 20 lat temu. Drugi najlepszy jest teraz”.
Nieudany startup, który nauczył mnie programować
Nigdy nie widziałem siebie jako programisty. Nie mam wykształcenia informatycznego, mam magistra z marketingu. Nieco ponad 5 lat temu zarejestrowałem się na StackOverflow, żeby uczyć się programowania. Pracowałem wtedy nad swoim pierwszym startupem, który pomagał uczyć się angielskiego przez czytanie.
Pomysł był prosty. Najpierw zbudowaliśmy bazę tekstów adaptowanych. Potem zaprojektowaliśmy prosty algorytm doboru tekstów do czytania. Wybierając kolejny tekst, szukaliśmy w bazie tego, w którym najczęściej występowały słowa ze słownika użytkownika. Powtarzające się spotkania z danym słowem prowadziły do lepszego zapamiętywania.
Redaktorom, którzy zbierali i obrabiali teksty, płaciłem z własnej kieszeni. Ale żeby zaimplementować funkcjonalność, musiałem nauczyć się przynajmniej podstaw programowania. Więc samodzielnie opanowałem podstawowe języki frontendu i backendu. Miałem wtedy pełny etat, ale musiałem też znaleźć czas na naukę programowania i pracę nad projektem.
Przez jakieś 2 lata ciągnąłem po 80–100 godzin tygodniowo, przeżywając na jakichś 5 godzinach snu na dobę. Do biura docierałem na 7 rano, a wychodziłem do domu koło 23. W ciągu dnia przeplatałem własny projekt z obowiązkami etatowymi. To było szaleństwo. To moment w życiu, w którym uzależniłem się od przemówień motywacyjnych. Po prostu nie da się przejść przez tak intensywny i skupiony tryb życia bez kogoś obok, kto cię popycha. Kto sprawia, że wierzysz w siebie. Kto podziela twoje marzenie. Kiedy słucham nagrania, dosłownie czuję, jakby ci mówcy motywacyjni, wielcy sportowcy i ludzie zmieniający świat mówili bezpośrednio do mnie.
Niestety, mimo wszystkich starań projekt upadł. Jednak wszystkie te godziny nauki i programowania dały mi umiejętności potrzebne, żeby dostać pracę jako web developer. Ale nie zamierzałem na tym poprzestać. Dalej wkładałem wiele wysiłku w kształcenie siebie.
Aktywność na StackOverflow, która zbudowała fundament
Przez całą karierę starałem się poświęcać co najmniej dwie godziny dziennie na czytanie książek, blogów albo kodu źródłowego. Zdobyta wiedza często pozwalała mi brać zadania, których inni nie potrafili albo nie chcieli robić, i kończyć je szybciej.
W efekcie awansowałem kilka razy, aż w końcu uderzyłem w sufit płacowy w moim kraju. Żeby wyjść poza niego, musiałem znaleźć zdalną, dobrze płatną pracę gdzieś w USA. Nie chciałem, żeby firma zatrudniła mnie tylko dlatego, że będę ich mniej kosztował. Chciałem, żeby zatrudnili mnie, bo jestem bardzo dobry w tym, co robię. A żeby to udowodnić, potrzebowałem solidnej reputacji.
Wtedy jedyną stroną, na której wiedziałem, jak zbudować taką reputację, był StackOverflow (SO). Jestem wielkim fanem SO i wiele swojej wiedzy zawdzięczam tej społeczności. Zadałem ponad 850 pytań na różne tematy. Ale żeby budować reputację, musiałem zacząć odpowiadać. Po osiągnięciu 10 tys. reputacji planowałem aplikować do firm przez SO i zdobyć pracę zdalną.
Każdy, kto próbował budować reputację na SO, zna jego wyzwania. W szczególności dość ostrą konkurencję ze strony istniejących użytkowników z wysoką reputacją. Zwykle odpowiadają szybciej i dają bardziej rozbudowane odpowiedzi. Zanim wymyśliłem odpowiedź i ją opublikowałem, było już kilka odpowiedzi, które zbierały głosy. Zdobycie choćby pierwszych 5 tys. w takim tempie zajęłoby mi lata.
Każdy, kto czytał książki o startupach albo marketingu, wie, że o wiele łatwiej złapać trakcję na nowych platformach albo w technologiach, które szybko rosną. Akurat wtedy pojawił się nowy framework o nazwie Angular. Ponieważ dostępnej wiedzy było mało, otwierało to świetną okazję. Postanowiłem skupić się właśnie na tym frameworku i zostać ekspertem, studiując źródła i poznając wewnętrzne mechanizmy. A potem uczynić swoim znakiem firmowym mocno techniczne odpowiedzi z linkami do źródeł. Wtedy nikt tego nie robił poza moim przyjacielem Aleksiejem Zujewem, którego poznałem na SO.
Magicy strzegą sekretów nieznanych szerokiej publiczności. Byłem swego rodzaju magikiem, który posiadał sekrety o wnętrzu frameworka. Ale zamiast je ukrywać, udostępniałem je światu programistów. Ciekawe, że niektórzy czytelnicy wyciągnęli tę analogię i zaczęli nazywać mnie Wizardem. Tak to imię do mnie przylgnęło 😃.
Zacząłem spędzać około 5 godzin dziennie na grzebaniu w źródłach Angulara i odpowiadaniu na pytania na SO. Mój rozkład dnia był bardzo podobny do czasów startupu. Ponieważ pracowałem na pełny etat, przyjeżdżałem do pracy wcześnie rano, koło 7:30, i miałem jakieś 3 godziny, zanim reszta przyszła do biura. Nie wiem, co jest ze mną nie tak, ale lubię to uczucie, gdy jestem jedyną osobą w biurze. Pewnie dlatego jeździłem do biura pracować nad projektami pobocznymi, zamiast zostawać w domu. Wychodziłem też jako ostatni, bo zwykle spędzałem na tym jakieś 2 godziny po pracy. Większość weekendów też szła na to samo.
Choć moim początkowym celem na SO było zbudowanie reputacji i znalezienie lepiej płatnej pracy, to, że moje odpowiedzi pomagały innym programistom, dawało mi dodatkowy zastrzyk motywacji. Naprawdę lubię pomagać ludziom. I lubię uczyć. Więc każde „dzięki”, które dostawałem, poprawiało mi humor i dawało siłę, żeby wytrwać.
Stopniowo moja reputacja zaczęła rosnąć. Gdy po roku dobiłem do 10 tys., zajrzałem do sekcji „Total Reputation”, żeby zobaczyć rozkład poziomów reputacji. Okazało się, że próg 10 tys. jest czwarty od góry, a wyżej są 25, 50 i 100 tys.

Na StackOverflow po osiągnięciu 25 tys. dostajesz wszystkie możliwe przywileje, jak zamykanie i otwieranie pytań itd. Uznałem więc, czemu by po to nie pójść. Dojście do 25 tys. zajęło mi jakieś 6 miesięcy. Potem prawie przestałem odpowiadać na pytania. Ale udzielone wcześniej odpowiedzi dalej zbierały wyświetlenia i głosy, więc przekroczyłem już 50 tys. Tu widać wykres wzrostu mojej reputacji:

Choć osiągnąłem swoje cele reputacyjne na SO, nie dostałem ani jednej rozmowy kwalifikacyjnej. Aplikowałem przez tę stronę do wielu firm, ale nie dostałem nawet odpowiedzi. Jako narzędzie szukania pracy StackOverflow u mnie nie zadziałał. Ale spędziwszy tyle czasu na grzebaniu w źródłach i odpowiadaniu na pytania, nauczyłem się bardzo dużo. Cała ta wiedza i odpowiedzi były idealnym materiałem na artykuły. Zastanawiałem się więc, czy nie przelać tego wszystkiego do wpisu na blogu, a może nawet kilku.
Zawsze chciałem pisać, tylko nie wiedziałem o czym. A teraz miałem listę tematów, co do których społeczność potwierdziła zainteresowanie. Nauczanie to moja pasja, a blogowanie to sposób nauczania, który dociera do znacznie większej liczby ludzi niż to, co da się zebrać w sali. Więc zacząłem pisać.
Połączenie nastawienia na doskonałość z blogowaniem
Pisanie jest trudne i czasochłonne. Podobnie jak w poprzednim trybie życia, moje wczesne poranki i wieczory zajmowały research i pisanie. Ponieważ nie spędzałem już czasu na odpowiadaniu na pytania na SO, miałem jakieś 5 godzin dziennie na pisanie plus weekendy. Nie miałem pojęcia, ile artykułów chcę napisać. Postawiłem sobie po prostu cel: nowy artykuł co tydzień.
Gdy napisałem pierwsze 10 artykułów i zdobyłem pierwszy tysiąc obserwujących, postanowiłem założyć publikację. Nazwałem ją Angular In Depth. Większość założycieli startupów mówi, że stworzyli coś z potrzeby. Potrzebowali czegoś, co nie istniało. W moim przypadku to chyba prawda. Wtedy nie było publikacji, w której można było uczyć się o wnętrzu frameworka Angular. Wyobraziłem sobie publikację, w której zdobędziesz wszystkie potrzebne informacje nie tylko po to, żeby zostać ekspertem, ale też żeby zacząć kontrybuować. Zamierzałem publikować artykuły o najtrudniejszych koncepcjach wymieszane ze szczegółami implementacji.
Budowanie publiczności to ciężka praca, jak wie każdy, kto zaczynał blogować w ostatnich latach. Nie można napisać kilku artykułów i oczekiwać, że ludzie przyjdą. Co więcej, w dzisiejszej epoce szoku treściowego jest szansa, że twojego artykułu w ogóle nikt nie zobaczy. Nie miałem żadnej publiczności, więc wybrałem Medium, które obiecywało pomóc w promocji. Moje pierwsze artykuły miały bardzo mało wyświetleń i prawie żadnych fanów. Mniej więcej tak:

Medium trochę pomogło, ale zdecydowanie musiałem zacząć promować artykuły na własną rękę. Żeby zwiększyć widoczność, postanowiłem publikować teksty w istniejących publikacjach, takich jak HackerNoon i FreeCodeCamp. Te publikacje miały wtedy dziesiątki tysięcy obserwujących. O ile w Hackernoon udało mi się opublikować dość bezproblemowo, o tyle wejście do freeCodeCamp zajęło mi jakieś 3 miesiące. Napisałem 10 maili do Quincy’ego Larsona, oznaczyłem go 5 razy na Twitterze, a potem wysłałem kilka wiadomości prywatnych. Na większość nie dostałem odpowiedzi. Quincy był wtedy jedyną osobą kontaktową, więc mogę tylko zgadywać, ile maili i tweetów dostawał codziennie. W końcu opublikował mój artykuł. Wytrwałość to zdecydowanie wielki składnik sukcesu.
A jednak te publikacje z ogromną publicznością nie dały mi kopa, na jaki liczyłem. Głównie dlatego, że obserwowali je programiści używający innych frameworków niż Angular i niespecjalnie zainteresowani czytaniem o nim. Dość przygnębiające jest spędzić tydzień czy dwa nad artykułem, a potem zobaczyć, że przeczytało go kilka osób. To był kolejny powód stworzenia Angular In Depth. Chciałem mieć publikację skupioną konkretnie na Angularze, z publicznością zainteresowaną tym frameworkiem.
Gdy stworzyłem publikację, ruszyłem w szał promocji. Wrzucałem linki do swoich artykułów wszędzie, gdzie wydawało się to stosowne. Za bardzo poszedłem w ciemną stronę mocy 😄. Prawie każda moja odpowiedź na SO zawierała link do jednego lub kilku moich artykułów. Link do artykułu dodawałem też w komentarzach. Oto przykład moich komentarzy pod jednym z najpopularniejszych pytań o Angulara, wyświetlonym prawie 300 tys. razy:

A tu moja odpowiedź z kilkoma linkami do artykułów w treści:

Celowo odpowiadałem na pytania, przy których wiedziałem, że mogę odesłać do któregoś ze swoich artykułów. Odpowiadałem też na istniejące pytania z listy najpopularniejszych. Jeśli pytanie było wystarczająco ogólne, a nie miałem artykułu na ten temat, to go pisałem. Taka była moja strategia budowania linków.
Poza tym, żeby zwiększyć rozpoznawalność marki Angular In Depth, zmieniłem nawet nazwę swojego profilu na StackOverflow na AngularInDepth.com. Dodawałem też artykuły na Reddita i Hacker News.

Duża część ruchu do moich artykułów przychodziła z wyszukiwarki Google. Niektóre teksty plasowały się w top 3 wyników. Zakładam, że stało się tak dzięki dużej liczbie linków do-follow, które stworzyłem na SO. To typ linków używany przez wyszukiwarki do rankingu. Większość istniejących platform do tworzenia treści nie pozwala na takie linki. Gdy dajesz link w tweecie, jest to link no-follow. Gdy linkujesz z jednego wpisu na Medium do innego, jest to no-follow. Gdy linkujesz do swojego artykułu na StackOverflow, zwykle też jest to no-follow. Jednak gdy odpowiedź zbierze pewną nieujawnioną liczbę głosów, link w odpowiedzi staje się do-follow. Większość moich odpowiedzi ma dziesiątki głosów. To, jak sądzę, znacząco pomogło w rankingu.
Inną drogą, którą próbowałem iść, było proszenie ludzi z dużą bazą obserwujących na Medium czy Twitterze o wspomnienie moich artykułów. U mnie to za bardzo nie zadziałało. Przynajmniej dopóki nie miałem jakiejś reputacji. Steve Jobs powiedział kiedyś: „Nigdy nie spotkałem nikogo, kto nie chciałby mi pomóc, gdy poprosiłem o pomoc”. Moje doświadczenie na tych platformach było inne. Z jakiegoś powodu influencerzy z dziesiątkami tysięcy obserwujących zwykle nie podają dalej artykułów od nieznajomych.
Może dlatego, że mają wielu obserwujących i chronią swoją reputację. Pomóc komuś w promocji treści to w istocie związać swoje nazwisko z tą treścią. Trzeba sprawdzić, czy ta treść jest naprawdę dobra, a to zajmuje czas. Jeszcze więcej czasu zajmuje udzielenie szczegółowej informacji zwrotnej. Ale najbardziej przygnębiające jest to, że rzadko w ogóle odpowiadają. Może dostają zbyt wiele próśb. A może nie są aktywni na tych platformach.
Wysyłanie tweetów i maili do ludzi i brak odpowiedzi jest naprawdę frustrujący. Ale to nie znaczy, że nie należy próbować się odezwać i poprosić o pomoc. Kluczem jest wytrwałość. Większość skutecznych liderów, jak Jack Ma czy John Paul DeJoria, nieustannie podkreśla, jak ważna jest umiejętność radzenia sobie z odrzuceniem. To część życia. Więc próbowałem dalej i po drodze zacząłem spotykać ludzi gotowych pomóc.
Zaprzyjaźniłem się z Urim Shakedem po tym, jak zostawiłem komentarz pod jego artykułem i poznaliśmy się online. Zainspirował mnie, żeby dalej rozwijać Angular In Depth i zacząć występować na konferencjach. Pokazał mi społecznościowy aspekt technologii. To dokładnie po rozmowie z nim postanowiłem, że kiedyś zostanę Developer Advocate. Był też pierwszym, który pomógł mi promować artykuły na Twitterze, i pierwszym kontrybutorem Angular In Depth. Przedstawił mnie Shai Reznikowi, który dał mi jedne z najlepszych rad dotyczących występowania na konferencji.
Na StackOverflow poznałem Aleksieja Zujewa, który pomagał mi rozgryzać szczegóły implementacyjne Angulara i promować moje odpowiedzi. Zaskoczyła mnie wiadomość od Asima Hussaina, który dał mi znać, że „uwielbia to, co robię, i artykuły, które piszę”. Każdy autor chce, żeby jego praca była doceniona. Ta wiadomość od Asima zachęciła mnie do jeszcze aktywniejszego pisania. Był pierwszym, który pomógł mi ze zgłoszeniami prelekcji, i odpowiedział na wiele moich pytań o społeczność. Miałem też ogromne szczęście poznać Dana Abramova podczas ostatniej podróży do Londynu. Zrecenzował moje artykuły i pomógł w promocji.
Zawsze chciałem tworzyć wyjątkowo dobre treści. Niektóre artykuły zajęły mi dosłownie miesiące. Często musiałem poświęcić sporo czasu na czytanie książek albo kodu źródłowego, zanim wymyśliłem, jak wytłumaczyć dany temat. Chciałem, żeby kojarzono mnie właśnie z dogłębnymi i unikalnymi treściami. Może jestem trochę perfekcjonistą, ale nie pozwalam, by strach przed porażką powstrzymał mnie przed publikacją artykułu. Cokolwiek robię, chcę mieć pewność, że dałem z siebie wszystko. Jak powiedział Vince Lombardi, doskonałość jest nieosiągalna, ale goniąc za doskonałością, można złapać znakomitość. Wierzę, że ludzie chętniej ci pomagają, gdy widzą, że starasz się jak diabli i dajesz z siebie wszystko.
W końcu publikacja zaczęła się rozpędzać. Ten wykres pokazuje statystyki moich artykułów z ostatnich dwóch lat:

Jak widać, to całkiem imponujący wzrost, około 300% tylko w ostatnim roku. A to są same moje artykuły. Do dziś napisałem 67 tekstów. Jednak Angular In Depth to już nie mój osobisty blog. To teraz społeczność świetnych programistów, a w następnym rozdziale opowiem, jak doszło do tej zmiany.
Teraz, gdy na to patrzę, jasne jest, że moja aktywność na StackOverflow miała istotny wpływ na decyzję o rozpoczęciu blogowania. I poprzez linki, które zamieszczałem w odpowiedziach, pomogła też przyprowadzić spory ruch do Angular In Depth. Pomogła również poprawić moje umiejętności pisarskie. Codziennie ćwiczyłem pisanie jasno i układanie myśli w łatwy do śledzenia sposób.

To podobne do tego, jak działa sukces w życiu. Zupełnie jak bambus, który przez pierwsze 4 lata rośnie bardzo mało. A potem, nagle, w 5. roku rośnie bardzo szybko i staje się jedną z najwyższych roślin na świecie. Wkładasz wysiłek każdego dnia, uczysz się nowych rzeczy każdego dnia, ćwiczysz nową umiejętność każdego dnia. Może nie być od razu oczywiste, gdzie i kiedy będą potrzebne. Ale obiecuję: gdy już masz te umiejętności, w miarę jak życie się rozwija, znajdziesz okazję, żeby ich użyć. Jak powiedział Steve Jobs, trzeba ufać, że kropki jakoś połączą się w twojej przyszłości.
Budowanie największej publikacji z przyjaciółmi
Nawet przy całym tym wzroście wciąż nie byłem pewien, dokąd iść z Angular In Depth. Wzrost napędzały głównie moje artykuły, ale po maratonie pisania trwającym ponad rok byłem nieźle wyczerpany. Pamiętam, jak rozmawiałem z Urim Shakedem o trakcji, jaką zdobyła publikacja, i o tym, że nie wiem, czy dam radę utrzymać to tempo. Uri zachęcił mnie, żeby dalej ją rozwijać. Uważał, że Angular In Depth jest już rozpoznawalną marką w społeczności Angulara i byłoby nierozsądnie przestać nad nią pracować. Zainspirowany, postawiłem sobie nowy ambitny cel: uczynić Angular In Depth największą publikacją o Angularze.
Wyraziłem wtedy ten pomysł na Twitterze.
Było dla mnie jasne, że sam nie dam rady. Potrzebowałem pomocy innych ludzi. Od czasu do czasu publikowałem tekst innego autora, który skontaktował się ze mną osobiście, ale żeby dalej rosnąć, Angular In Depth potrzebował grupy ludzi regularnie tworzących treści.
Zacząłem szukać dobrych artykułów na Medium i pytać autorów, czy nie chcieliby opublikować ich w Angular In Depth. Autorzy zwykle chcą publikować w publikacjach o największym zasięgu. W miarę jak Angular In Depth rósł, a liczba obserwujących przekroczyła 10 tys., autorzy stawali się coraz bardziej skłonni u nas publikować.
Jednak na początku, gdy Angular In Depth był jeszcze mały, autorzy publikowali u nas głównie ze względu na jakość już dostępnych artykułów. Niektórzy śledzili Angular In Depth od dłuższego czasu i wykorzystywali materiały do rozwiązywania problemów technicznych w pracy. Wierzyli w misję Angular In Depth i chcieli, żeby się ziściła. To ten rodzaj ludzi, których potrzebujesz, budując coś nowego. Ludzi, którym zależy na problemie, który próbujesz rozwiązać.
Jestem wdzięczny Uriemu Shakedowi i Nicholasowi Jamiesonowi za wiarę w Angular In Depth od samego początku, nawet gdy publikacja nie była popularna. Byli wpływowymi członkami społeczności i ich wkład znacząco pomógł zbudować wiarygodność publikacji. Potem zacząłem dostawać wiadomości na Twitterze od programistów, którzy chcieli publikować w Angular In Depth. Dwoma z nich byli Tim Deschryver i Nate Lapinski, którzy później stali się dwoma najaktywniejszymi autorami i członkami naszej wewnętrznej grupy. Dostałem też maila od Todda Palmera, który dziś nie tylko pisze artykuły, ale też pomaga naszym autorom nienatywnym z gramatyką i sformułowaniami. Został naszym pierwszym redaktorem wewnętrznym.
Do tego momentu komunikowałem się z autorami Angular In Depth jeden na jeden i głównie na Twitterze. Chciałem mieć miejsce, w którym wszyscy autorzy Angular In Depth mogliby omawiać tematy artykułów i przeprowadzać recenzje. Tam autorzy mogliby dostać informację zwrotną o swoich tekstach, zanim przeczytają je tysiące programistów. Mogliby dostać radę od bardziej doświadczonych piszących. Ale chciałem wyjść poza pisanie. Lubię pomagać ludziom i patrzeć, jak rosną osobiście i zawodowo. Wyobrażałem sobie społeczność, w której każdy członek pomaga innym osiągnąć ten wzrost.
Kilka miesięcy wcześniej dodano mnie do slackowego czatu GDE, gdzie wszyscy GDE ze sobą rozmawiają. Pożyczyłem ten pomysł i stworzyłem kanał na Slacku dla członków Angular In Depth. Pierwsi dołączyli Tim Deschryver, Nicholas Jamieson, Uri Shaked, Todd Palmer i Alex Okrushko, najbardziej aktywni członkowie Angular In Depth. Poprosiłem też o dołączenie Jię Li i Aleksieja Zujewa, którzy pomagali mi rozgryzać niektóre szczegóły implementacyjne.
Z czasem do czatu dołączyło ponad 20 osób. Oczywiście część członków nie jest szczególnie aktywna. Ale naprawdę cieszy mnie, że coraz więcej osób włącza się w rozmowy. Magia społeczności nie dzieje się wtedy, gdy nasi członkowie po prostu dostają komentarze w ramach recenzji. Dzieje się wtedy, gdy ci ludzie zaczynają rozmawiać ze sobą i omawiać różne tematy. Tego nie da się stworzyć ani wymusić. To dzieje się organicznie. I codziennie jestem świadkiem tej magii w społeczności Angular In Depth.
Ciekawe, że gdy zapytałem aktywnych członków AiD, co sprawiło, że zaczęli kontrybuować, większość odpowiedziała, że dominującym czynnikiem okazała się jakość treści AiD. Inspirowała ich. Budziła chęć bycia jej częścią. Opublikowanie artykułu obok innych znanych członków Angular In Depth daje im poczucie przynależności, przynosi radość i satysfakcję.
Ale oczywiście w głębi duszy każdy autor chce też uznania. Dość zniechęcające jest opublikować artykuł, nad którym spędziło się tygodnie, i zobaczyć, że przeczytało go kilka osób. Z drugiej strony świadomość, że istnieje silna społeczność, która przeczyta każdy tekst i wyniesie z niego korzyść, to świetne źródło motywacji. Mamy teraz ponad 16 tys. obserwujących, którzy regularnie czytają nowe artykuły publikowane w Angular In Depth.
Wciąż uczę się, jak budować społeczności od zera. Wygląda na to, że najpierw ty sam musisz mieć solidną reputację, żeby ludzie zgromadzili się wokół ciebie. Musisz ich inspirować osobistymi osiągnięciami. A potem musisz pomóc tym ludziom rosnąć. Musisz dawać ludziom wartość. Staram się to robić jak diabli. Robię recenzje techniczne, dzielę się opinią, promuję ich artykuły i zachęcam do większej aktywności w społeczności web developmentu. Stają się znani, co często prowadzi do awansów w pracy albo intratnych projektów pobocznych.
Sam też czerpię wiele wartości emocjonalnej ze społeczności Angular In Depth. To niesamowita grupa technicznie mocnych inżynierów z pasją do web developmentu. To najlepszy zespół podobnie myślących ludzi, z jakim kiedykolwiek pracowałem. Są ambitni i głodni wiedzy. Są gotowi ponosić poświęcenia konieczne, by rosnąć i mieć wpływ. W pewnym sensie to moje bratnie dusze. Wspierają mnie i inspirują, żeby iść dalej.
Angular In Depth rośnie naprawdę szybko. Zaledwie rok temu mieliśmy tylko 6 tys. obserwujących i trochę ponad 500 tys. wyświetleń łącznie. Wciąż trudno w to uwierzyć, ale tyle wyświetleń mamy teraz co miesiąc. A liczba wyświetleń łącznie to 5 milionów! Ale wciąż mamy dużo pracy. W przyszłym roku naszym celem jest milion wyświetleń miesięcznie i łącznie 10 000 000 wyświetleń w roku.

Jestem bardzo zadowolony z tych liczb. Jednak jeszcze więcej radości daje mi to, że dziś artykuły napisane przez członków Angular In Depth innych niż ja odpowiadają za mniej więcej połowę wszystkich wyświetleń. Jestem wdzięczny każdemu, kto zdecydował się opublikować swoją pracę w Angular In Depth. Ciekawe też, że 850 tys. „minut czytania” to ponad 1,5 roku czasu spędzonego na lekturze treści. Innymi słowy, to odpowiednik ~70 osób czytających te treści na pełny etat.
Wystąpienia publiczne jako ostatnia granica na drodze do rozpoznawalności
Próbuję teraz sobie przypomnieć, jak i kiedy zdecydowałem, że zacznę występować na konferencjach. Wygląda na to, że nie było jednej konkretnej rzeczy, która doprowadziła do tej decyzji. To była kombinacja wielu.
Uri Shaked i Asim Hussain, z którymi dużo rozmawiałem, byli prelegentami. Prelekcji z konferencji używałem jako źródła pomysłów na artykuły. Czasem widziałem, jak ludzie na Twitterze piszą o swoich doświadczeniach z występowania. Więc uznałem, że to coś, co chcę robić.
Co ciekawe, w swojej książce „Known” Mark Schaefer sugeruje, że wystąpienia publiczne to najszybsza droga do rozpoznawalności. Pomagają połączyć się z prawdziwą publicznością. A żywe wystąpienie bardziej niż cokolwiek innego rozpala świadomość i nadaje wiarygodność oraz autorytet. Konferencje to idealne środowisko do nawiązywania kontaktów. To miejsce, gdzie można prowadzić ciekawe rozmowy z podobnie myślącymi ludźmi, liderami opinii i ekspertami w swojej dziedzinie. Poprzez te osobiste interakcje można wzmocnić relacje z ludźmi poznanymi online, np. na Twitterze. Zanim pojadę na konferencję, zwykle piszę o tym na Twitterze i umawiam kilka spotkań z wyprzedzeniem.
Czasem jednak spotykasz ludzi, których zupełnie się tam nie spodziewałeś. Na przykład na FrameworkSummit poznałem Patricka, jednego z absolwentów YCombinatora. Jego startup tipe.io sponsorował konferencję, a Joe Eames mnie mu przedstawił. Dał mi wiele rad dotyczących YCombinatora i moich przyszłych przedsięwzięć.
Często ludzie zostają prelegentami po napisaniu książki. Ale w IT mamy tyle meetupów, że zostanie prelegentem jest znacznie łatwiejsze, zwłaszcza że niektóre meetupy nagrywają i publikują wszystkie prelekcje w wysokiej jakości. Ja osobiście nie występowałem na meetupach przed konferencjami. I nie napisałem książki, choć wciąż chcę to kiedyś zrobić. Mimo to zostałem przyjęty na wszystkie konferencje, na które się zgłosiłem, bez wcześniejszego doświadczenia prelegenckiego. Tu, jak sądzę, bardzo pomogły moje blogowanie i kontakty. O ile sukces Angular In Depth wyrósł z mojej aktywności na StackOverflow, o tyle moje udane zgłoszenia wyrosły z reputacji zbudowanej dzięki Angular In Depth. Gdy zdecydowałem się zgłosić na NgVikings i NgConf, miałem już ugruntowaną reputację w społeczności Angulara. Część moich artykułów była w top 3 wyników wyszukiwania, o czym pamiętałem wspomnieć w każdym zgłoszeniu.
Poznanie organizatorów, zanim się zgłosisz, jest bardzo ważne. Mogą dać niesamowicie pomocne rady, a nawet zrecenzować twoje zgłoszenie. A sama rozmowa z nimi doda ci pewności siebie i motywacji.
Joe Eames, Pete Bacon Darwin i Maxim Salnikov odegrali ważną rolę w mojej drodze do zostania prelegentem. NgVikings, organizowane przez Maxima, było pierwszą konferencją, na którą zostałem przyjęty jako mówca. Joe prowadzi ng-conf, największą konferencję o Angularze na świecie. Rok temu w sylwestra recenzował moje zgłoszenie, żeby dać mi największe szanse na przyjęcie. I wszedłem. A Pete jest organizatorem AngularConnect. On również pomógł mi zrecenzować zgłoszenie w tym roku.
Zdaję sobie sprawę, że odzywanie się do ludzi bywa trudne. Nie wszyscy mamy otwartą osobowość. Spotkają cię odmowy. Ale nie pozwól, żeby cię to zatrzymało. Wykorzystuj każdą okazję. Na przykład tak poznałem Joego Eamesa. Byłem gościem programu Adventures in Angular, w którym Joe był jednym z panelistów. To było jakiś rok temu. Wtedy dopiero zaczynałem myśleć o występowaniu i praktycznie nikogo w społeczności nie znałem. Po programie wszyscy wyszli oprócz Joego. Zapytałem, czy mógłby zostać, żebyśmy chwilę pogadali. Chciałem zadać kilka pytań o społeczność. Żeby zacząć rozmowę, zapytałem, czym się zajmuje. Wymienił swoje zajęcia, a potem mimochodem wspomniał, że jest współorganizatorem ng-conf. Co za szczęście! Natychmiast zapytałem, czy mógłby pomóc mi ze zgłoszeniami. Tak często działa fortuna. Nie wiesz, kiedy i gdzie spotkasz kogoś, kto pomoże ci ruszyć naprzód. Joe był tak pomocny, że recenzował niektóre moje zgłoszenia nawet w sylwestra!
Gdy dowiedziałem się, że zostałem przyjęty, zacząłem przygotowania. Zostanie skutecznym mówcą może wymagać lat praktyki. Nie miałem jej, więc próbowałem to zrekompensować, poświęcając ogromne ilości czasu na przygotowanie prelekcji. O ile mogę sądzić po liczbie wyświetleń i polubień, moje prelekcje zostały bardzo dobrze przyjęte przez społeczność.
Zwykle spędzam około 2–3 pełnych tygodni na przygotowaniu prelekcji. Obejmuje to research, zarys prezentacji, spisanie wersji tekstowej i nagranie samego siebie. Potem słucham, jak to brzmi, i wprowadzam zmiany. Następnie nagrywam prezentację ponownie i wysyłam kolegom programistom do recenzji. Gdy dostanę informację zwrotną, wprowadzam kolejne poprawki. A na końcu uczę się prelekcji na pamięć i przećwiczam ją jakieś 15–20 razy. Zapamiętuję wszystko, żeby nie tracić czasu na szukanie słów.
Sarah Drasner ćwiczy swoje wystąpienie, aż nie może znieść brzmienia własnego głosu. A potem ćwiczy jeszcze trochę.
Jako mówca mam jeszcze długą drogę przed sobą. Zacząłem pracować nad akcentem i płynnością angielskiego. Planuję wziąć zajęcia teatralne, żeby poprawić obecność sceniczną. Chcę nauczyć się rozluźniać i częściej uśmiechać podczas prelekcji. Muszę też przezwyciężyć strach przed popełnieniem błędu gramatycznego i wpleść w prelekcje więcej improwizacji. Niektóre konferencje, jak ng-conf, dają świetną okazję do pracy z profesjonalnym trenerem wystąpień. Poprzednim razem z niej skorzystałem i mam nadzieję popracować z trenerem także w tym roku.
Pierwsza w życiu praca, w której jestem szczęśliwy
Pamiętacie mój cel zdobycia zdalnej pracy w Wielkiej Brytanii albo USA, który napędził moją aktywność na StackOverflow? Cóż, jakieś pół roku temu w końcu udało mi się go osiągnąć. Na początku lata zacząłem pracować jako Developer Advocate w ag-Grid.
Mocno wierzę, że zdobycie tej pracy było możliwe dzięki wszystkiemu innemu, co robiłem przez te dwa lata. I mogę bez przesady powiedzieć, że to najlepsza firma, w jakiej kiedykolwiek pracowałem. Jest stosunkowo mała, co w praktyce daje szereg plusów.
Po pierwsze, oznacza to, że moja praca ma bezpośredni i widoczny wpływ na wyniki firmy. Podkreślał to kilka razy Asim Hussain, gdy pytałem go o radę w sprawie tej roli. Naprawdę cieszy mnie widok liczb dotyczących wyświetleń, odwiedzających i leadów, które generuje moja praca.
Po drugie, oznacza to, że pracuję bardzo blisko z założycielem firmy, Niallem Crosbym. Znowu, może to zabrzmieć naciągane, ale to najlepszy szef, jakiego miałem. Tak wiele się od niego nauczyłem. Ma ogromną wiedzę i jest szczery. A to znaczy, że i ja mogę być z nim szczery. Bardzo lubię nasze rozmowy o budowaniu firmy od zera, a on daje mi nowe perspektywy na życie. Pomógł mi nawet zrecenzować ten artykuł. Podczas naszej pierwszej rozmowy Niall powiedział, że twoje marzenia nie są wystarczająco duże, jeśli cię nie przerażają. Zawsze byłem wielkim marzycielem i właśnie to od razu mi się w nim spodobało.
Po trzecie, w tej pracy mam możliwość rozwijać równolegle umiejętności w kilku obszarach i pracować nad własnymi projektami. Często myślę o pracy w ag-Grid jak o partnerstwie. Tutaj moje główne działania są nakierowane na to, żeby ludzie dowiedzieli się o naszych produktach. To marketing, moje wykształcenie. W moim przypadku ta świadomość budowana jest przez pisanie i mówienie o tematach technicznych. A to rozwijanie siebie jako specjalisty technicznego. Widać więc, jak rozwijam zarówno umiejętności marketingowe, jak i techniczne. Co jeszcze bardziej niesamowite, Niall popiera publikowanie moich artykułów w publikacjach Angular In Depth i React-In-Depth. Korzystają na tym i ja, i społeczność Angular In Depth, i firma. Uwierzcie, gdy pracodawca zajmuje takie stanowisko, jest to niesamowicie motywujące. Często jestem gotów pracować nawet w weekendy i późnymi wieczorami. Zastanawiam się, czy takie warunki da się odtworzyć w innych pracach. Możliwe, że wkrótce zacznę o tym myśleć poważniej.
Jak więc zdobyłem tę posadę? Gdy Angular In Depth stał się dość popularny, firmy zaczęły się do mnie odzywać, chcąc napisać wpis gościnny. Jedną z nich była ag-Grid. Jak zawsze poprosiłem o spotkanie, żeby omówić sprawę szczegółowo. Podczas spotkania zapytałem też, czy ag-Grid byłoby skłonne sponsorować Angular In Depth, a może wręcz potrzebuje kogoś takiego jak ja, żeby pisał dla nich artykuły. Po spotkaniu wysłałem maila ze statystykami publikacji i pomysłami, w czym mógłbym pomóc ag-Grid.
Niall przejrzał moje artykuły w weekend i, jak sam powiedział, bardzo mu się spodobały. I tu znowu moja obsesja na punkcie doskonałości zadziałała na moją korzyść. Ale jeszcze bardziej zaimponowała mu praca, którą wykonałem przy Angular In Depth, i trakcja, jaką zdobył. Był gotów rozmawiać o możliwej współpracy. Chciał, żebym zrobił to samo dla ag-Grid. Choć ten cel z czasem nieco się zmienił, jestem pewien, że Angular In Depth i jego szybki wzrost były jednym z powodów zainteresowania Nialla moją ofertą.
Podałem swoje oczekiwania finansowe, które były dość wysokie. Niall uważa, że zespół powinien być lokalny, a praca zdalna nie wchodzi w grę na wczesnym etapie firmy. A jeśli już iść w zdalną, to płacić należy według lokalnych stawek. Wydawało się to sprawiedliwe. Jednak moje rozumowanie było takie, że będę wykonywał pracę, której nikt inny nie zrobi, i tak naprawdę nie ma znaczenia, gdzie pracuję. Ostatecznie, po wymianie kilku maili, wypracowaliśmy ciekawy schemat sponsoringu Angular In Depth i bonusów, który pozwolił mi otrzymać wynagrodzenie, jakie chciałem. W końcu osiągnąłem cel finansowy, który postawiłem sobie, zaczynając pracę na StackOverflow prawie 2 lata temu.

Tak kończy się moja dwuletnia podróż. Dokąd pójdę dalej? Mam nieograniczone możliwości. I patrzę w przyszłość z jeszcze większym optymizmem niż dwa lata temu, gdy zaczynałem tę drogę.
Jeśli będę kontynuował pisanie i występowanie w obszarze technologii, może kiedyś stanę się kimś w rodzaju lidera opinii. Jeśli wybiorę tę ścieżkę, na pewno chcę napisać książkę o web developmencie. Pewnie zorganizuję też kilka konferencji w Ukrainie. Albo zacznę zajmować się coachingiem. To moja prawdziwa pasja. Patrzenie, jak inni rosną, przynosi mi prawdziwą radość. Zacząłem prowadzić comiesięczne sesje mentoringowe z programistami. To dla mnie wciąż bardzo nowy obszar, ale patrzę optymistycznie.
Idealnie chciałbym znaleźć sposób na połączenie mojej pasji do pracy z ludźmi z technologią. Po pierwszej nieudanej próbie startupowej zawsze myślałem o kolejnym startupie. Prawie nic nie udaje się za pierwszym razem. Niall powiedział mi kiedyś, że ag-Grid to jego 5. podejście do budowania firmy. Wierzę, że mogę przekształcić Angular In Depth w jakąś platformę edukacyjną. Nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądać ani co będzie robić. Może to będzie coś podobnego do Pluralsight, ale z naciskiem na edukację tekstową zamiast wideo. A może coś w rodzaju StackOverflow z częścią mentoringową.
To przedsięwzięcie może upaść tak samo jak moja pierwsza próba. Jak pokazałem w tym artykule, nie da się przewidzieć przyszłości ani tego, dokąd zaprowadzą cię twoje wysiłki. Ale o wiele lepiej jest wiedzieć, że się próbowało. Wiedzieć, że dało się temu szansę. Podjąć takie ryzyko. Spróbować zrobić ze swoim życiem coś wielkiego. To nie jest strata.
Strach, że coś pójdzie nie tak, jest w mojej głowie nieustannie. Cus D’Amato, który trenował Mike’a Tysona, mówił, że różnica między tchórzem a bohaterem tkwi w tym, co robią, a nie w tym, co czują. Obaj się boją. Więc będę robił swoje mimo wewnętrznego strachu i mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży. Ale na początek wszyscy musimy uwierzyć, że w przyszłości będzie lepiej. Jak powiedział Steve Jobs, musimy w coś wierzyć — w przeczucie, przeznaczenie, życie, karmę, cokolwiek. A nawet jeśli się nie uda, wiem na pewno, że wiele się z tego doświadczenia nauczę i wykorzystam tę wiedzę, gdy życie podsunie mi kolejną okazję.
A jednak może się udać. Teraz mam większą szansę na sukces, bo od ostatniej próby wiele się nauczyłem. W ag-Grid poznałem znaczenie SEO i content marketingu. Mam teraz w Angular In Depth społeczność wyjątkowo utalentowanych programistów, którzy mogą pomóc mi to zbudować. Mam wsparcie niezliczonej liczby programistów czytających Angular In Depth. Mogą pomóc mi przetestować moje pomysły.
Nie napisałem tego artykułu jako planu na to, jak stać się znanym czy wpływowym w społeczności technologicznej. Peter Thiel mówi, że następny Bill Gates nie stworzy systemu operacyjnego. Następny Larry Page nie stworzy wyszukiwarki. Następny Mark Zuckerberg nie stworzy sieci społecznościowej. Jeśli kopiujesz tych ludzi, nie uczysz się od nich. Chciałem opowiedzieć wam swoją historię, żeby zainspirować was do ciągłego doskonalenia się i szukania okazji do zastosowania wiedzy i umiejętności w dowolnym obszarze.
Ale cokolwiek wybierzecie w życiu, musicie pamiętać o kilku rzeczach. Musicie wierzyć w siebie. Przez całą karierę wielokrotnie słyszałem, że jestem kiepskim programistą, interesownym i marnym liderem zespołu. Ale wygląda na to, że tak nie jest. W ciągu zaledwie dwóch lat pomogłem i zainspirowałem, bezpośrednio lub pośrednio, mnóstwo ludzi swoimi artykułami, odpowiedziami na StackOverflow, prelekcjami konferencyjnymi czy osobistymi rozmowami. Udało mi się też zbudować niesamowity zespół inżynierów w Angular In Depth.
Musicie mieć wizję swojego życia i wierzyć, że to, przez co teraz przechodzicie, pomoże wam tam dotrzeć. Musicie czytać książki, które dadzą wam nowe spojrzenie na życie i biznes. Musicie dążyć do osiągania doskonałości, wyróżniania się i robienia rzeczy, których inni nie chcą robić. Musicie ciężko pracować i starać się mieć po drodze trochę frajdy. Musicie znaleźć ludzi, którzy wam pomogą i was zainspirują, i nie zniechęcać się tymi, którzy was odrzucają. Musicie być ciekawi tego, co robicie. I zaakceptować rolę szczęścia w ludzkich przedsięwzięciach oraz wierzyć, że jeśli włożycie dość wysiłku, to szczęście was odnajdzie.